Nie wiem czy ktoś jeszcze czyta mojego bloga, ale postanowiłam, że znów napiszę. Jacek 29 października wyszedł z wojska i faktycznie nie było tak źle jak myślałam. Czas w miarę szybko zleciał. Przetrwałyśmy ten czas z Juleczką nawet całkiem nieźle. Ja dalej pracuję w ubezpieczeniach, od 1 listopada dostałam nową umowę. Juleczka już tak wyrosła, gada jak najęta. Teraz to przynajmniej mona z nią porozmawiać, bardzo dużo rozumie i szybko się uczy. Nauczyliśmy ją mówić wierszyk "w pokoiku na stoliku...". Oczywiście trzeba jej jeszcze trochę podpowiadać ale opowiada naprawdę ślicznie. Mój mały skarb. A oto kilka fotek dla porównania 


Tak właśnie Jacek wygląda w mundurze
A tak wyglądam ja w mundurze męża
W piątek przyjechali do nas goście, odwiedzili mnie koleżanka Monika i kolega Patryk z Gorzowa Wielkopolskiego. Poszłam po nich na PKS i potem poszliśmy do mnie do pracy bo została mi jeszcze godzina do końca. Oczywiście przed powrotem do domu trzebabyło zrobić jakieś zakupy. Po obiadku zrobiliśmy sobie małą imprezę. Oczywiście musiał być ktoś trzeźwy aby zająć się Julką. Tak więc wypiłam chyba ze trzy słabe drinki, a Jacek i goście dużo więcej. Całe szczęście, ze nie byłam pijana bo trzebabyło jakoś wszystkich ułożyć do spania (łącznie z moim mężem he he he). Było naprawdę wesoło. Pomimo tego, że Jacek widział poraz pierwszy moich znajomych, całkiem dobrze się z nimi dogadywał. Na drugi dzień poszliśmy na spacer do Niemiec, granice już są otwarte więc było dużo łatwiej się tam dostać. Zrobiliśmy zakupy, pozwiedzaliśmy i poszliśmy na obiadek do domku. Patryk świetnie przygotował piersi z kurczaka, potem jeszcze pozmywał naczynia. Żyć nie umierać z takimi gośćmi :). W niedzielę rano niestety monika i Patryk musieli już jechać, żeby o przyzwoitej godzinie dojechać do domu. Teraz czekam aż Monia prześle mi fotki na pocztę i będę je mogła umieścić na blogu i na naszej-klasie.pl. Bardzo fajnie, że przyjechali, dawno ich nie widziałami szczerze mówiąc tęskniłam do ich poczucia humoru, do rozmów z Monią i wogóle. Ciekawe kiedy teraz się zobaczymy, mam tylko nadzieję, że nie minie kolejne trzy czy cztery lata.
Dziś na 17:00 idę na służbowy obiad z szefową i Kasią (koleżanką z pracy), idziemy do bardzo fajnej restauracji, która nazywa się Tercet. Jest to chyba najlepsza restauracja w Gubinie. Ciekawi mnie tylko co takiego szefowa chce nam przekazać na tym spotkaniu. Z jednej strony jestem podekscytowana, a z drugiej trochę mam obawy. Zobaczymy co z tego wyniknie.
Wiem, wiem. Dawno nic nie pisałam. Moja wina, przyznaję. Rozleniwiłam się i to bardzo jeśli chodzi o pisanie bloga. Ale postaram się to jakoś nadrobić.
Juleczka ma alergię, nie wiemy na co, ciągle wyskakują jej jakieś plamy z chrostkami na nóżkach i rączkach. Lekarz nie wie czy to jest na tle pokarmowym, czy od innych rzeczy. Trochę się martwię bo nie wiemy jak jej pomóc. Dostaje wprawdzie lekarstwo i smarujemy ją maścią, ale i to nie pomaga. Mojej znajomej córka też ma to samo, i też nie mogą tego wyleczyć. Na testy obie dziewczynki są za małe, więc nie można się tego dowiedzieć w inny sposób niż metodą prób i błędów. Nie wiem jak długo to potraw ale trzeba coś z tym zrobić.
Jacek z kolei idzie do wojska, zabieraja mi męża 6-go lutego. Jedzie do Sulechowa. Strasznie się tego boję jak to będzie jak zostaniemy same z Julcią. Pocieszam się tym, że mama mi pomoże. Ale boję się też tego jak to będzie z kasą. No bo wiadomo odejdzie mi cała Jacka wypłata, czyli ok. 1400 zł. Zostanę się tylko z moim wynagodzeniem. Trzeba będzie sobie jakoś rozplanować wydatki.
Od 1-go lutego zmieniamy też siedzibę naszego biura. Wprawdzie nie przenosimy się daleko, ale i tak będzie zamieszanie. Będę musiała zrobic jakeś pożegnanie dla pań, z którymi do tej pory pracowałam w jednym budynku. Trochę mi szkoda bo naprawdę się zaprzyjaźniłyśmy. Ale nic juz na to nie poradzę.
A jak minęły święta i Sylwester. Całkem normalnie. Na Wigilię byliśmy i u mojej mamy i u teściowej. Było dosyć fajnie. W Sylwestra byliśmy u mamy Jacka i zostaliśmy tam na noc. Julcia wytrzymała prawie do 1:00 w nocy. Ale za to dała mi się wyspać rano bo spałyśmy do 10:40. Jeszcze nigdy Julcia nie obudziła się o takiej porze. :)
No to chyba na tyle narazie. Jeszcze raz przepraszam za taką przerwę w pisaniu bloga. Buziaczki dla wszystkich i szczęśliwego Nowego Roku. :*:*:*
sobota, 31 lipca 2010
Licznik odwiedzin: 111 613
| « lipiec » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | |||
| 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 |
| 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 |
| 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 |
| 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | |
Mam na imię Magdalena, mam 22 lata, od sierpnia 2006r. jestem mężatką. Moja córka Julia pojawiła się na świecie nieco wcześniej czyli 26.03.2006. aktualnie pracuję w towarzystwie ubezpieczeniowym.
Mój blog opisuje życie i doświadczenia młodej (22-letniej) matki i żony.
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: